środa, 20 listopada 2013

Oni.


Oh, oni stali się mi bliscy, powoli zauważam jak bardzo ich lubię. Podnoszą mnie na duchu, gdy zaczyna im odwalać, a mi razem z nimi to czuję, że są dla mnie ważni. Dzisiaj się o mnie martwiły dziewczyny, to było fajne, poczuć się częścią grupy. Jesteśmy klasą, dzieli nas nawet dużo. Jesteśmy bardzo różni, ale wszyscy lubimy się śmiać, dokuczać żartobliwie. Na początku roku szkolnego nie spodziewałam się, że oni będą dla mnie tacy istotni, że zajmą ciekawe miejsce w moim życiu. A zajęli. Jest nas tylko 19, w takiej klasie wszyscy się znamy, no nie kochamy, ale... Najgorzej nie jest. 
Wierzę, że oni przez najbliższe 3 lata będą tym, za co będę mogła dużo oddać. Że będę miała w nich przyjaciół. Z częścią moja znajomość powoli zaczyna być czymś więcej niż zwykłym koleżeństwem w klasie. Powoli zaczynamy być razem, mówić sobie sporo. Cieszę się z tego, bo marzyłam o tym od przeprowadzki do Wędrzyna, marzyłam o zgranej klasie, w której wszyscy będą dla siebie ważni. Doczekałam się. Marzenia potrafią się spełniać.

sobota, 14 września 2013

Dla E.

Kocham Cię, jesteś dla mnie najważniejszą osobą na całej planecie, w całym wszechświecie. Jesteś wszystkim co mam, bez Ciebie nie ma mnie. Zawsze, gdy zamknę oczy, widzę Twój uśmiech, Twoje wspaniałe oczy i ten dołeczek w policzku. Jesteś moim największym skarbem, moim szczęściem. Śnisz mi się codziennie, dzięki temu czuję, że mam Ciebie blisko. Mimo że budzę się i mam przy sobie tylko misia, to wiem, że te 20 kilometrów stąd, myślisz o mnie i tęsknisz tak samo jak ja. Ale miś nie zastąpi mi pocałunków w czoło, nie przytulę się do niego jak do Ciebie, nie poczuję się przy nim bezpiecznie.
Minął dopiero rok, a mam wrażenie jakbym znała Cię całe swoje życie. Sprawiłeś, że mój świat zaczął się na nowo kręcić. 15 września 2012 roku, przyjechałeś do mnie, to była sobota, był to mój najszczęśliwszy dzień, w całym moim życiu. Teraz, tych szczęśliwych chwili się nazbierało. Wszystkie są związane z Tobą.
Dzień, kiedy powiedziałeś mi, że mnie kochasz. Najpiękniejsze słowa, wypowiedziane przez najwspanialszą osobę. Gdy po raz pierwszy mnie pocałowałeś, poczułam, że to te usta, od teraz są moje i mogę je całować kiedy mi się podoba. Chwile, które spędzamy u Ciebie w domu. Nasze łyżwy, ten dzień był niesamowity. Czułam się niesamowicie, mogąc robić z Tobą to co lubię, uśmiechać się do Ciebie i śmiać z naszych ruchów. Byliśmy wtedy razem, to jest najwspanialsze. Kolejnym moim ukochanym dniem jest dzień, kiedy zrozumiałam, że chociaż Cię zraniłam moim brakiem odzewu, to i tak nadal mnie kochałeś. Gdy do mnie przyjechałeś, chociaż byłam chora. Gdy dałeś mi miśka, zakupy w Gorzowie. Nasz wyjazd nad morze, też był niezwykły. Mogliśmy być ze sobą cały dzień, leniuchować, chodzić, być cały czas razem. Ostatnio, jak zobaczyłam Ciebie na skype, świetne uczucie. Tak po prawdzie, to każdy dzień spędzony z Tobą jest czymś, co z chęcią zapamiętuje i chowam w sercu. Ale wspomnień nie dotknę, przytulę... Jesteś moją prawdziwą miłością, przy Tobie zawsze jestem sobą, przy Tobie mogę chorować, mogę się szczerze śmiać, mogę mieć zupełny nieogar na twarzy i włosach.
Jesteś w moim sercu zawsze, chociaż potrafię się szybko na Ciebie denerwować, czasami Cię nie doceniam, albo jestem zajęta. Jesteś zawsze przy mnie, chociaż teraz mieszkam już 20 kilometrów od Ciebie. Przepraszam, za każdy raz, kiedy byłam okropna, kiedy byłam egoistką lub za dużo wymagałam. Każdy upadek, każda chwila słabości przyczyniła się do tego, że jesteśmy nadal razem. Chociaż mój tata zawsze był straszny, to jednak jesteś nadal ze mną, bo Ci na mnie zależy. Na naszej drodze na pewno jeszcze znajdą się pewne przeszkody, ale tą największą zaczęliśmy niedawno – odległość. Ta przeszkoda ukaże jak silny jest nasz związek.
Widzę nas w przyszłości. Widzę Ciebie i mnie z dwójką dzieci, chodzących po supermarkecie i robiących zakupy. Taka będzie nasza codzienność, jeśli tylko będziesz tego chciał. To z Tobą spotkam się przy kościelnym ołtarzu, z nikim innym. Z Tobą będę mieszkać, jeździć na wakacje. Będziemy wspierać siebie nawzajem w trudnych chwilach, będziemy sobie oddani, nawet bardziej niż teraz. Będziemy zawsze blisko siebie. Będziemy mieli dwójkę maluszków. Nie obchodzi mnie czy chłopców, czy dziewczynki, czy chłopca i dziewczynkę. Ważne, że te dzieci będą nasze. To z Tobą zamieszkam w naszym domu. To tam będą nas odwiedzać wnuki. Będziemy ze sobą szczęśliwi. Wierzę, że będziemy razem aż do śmierci, na dobre i złe, w zdrowiu i w chorobie, w wierności i miłości. I tak nam dopomoże Bóg i wszyscy Święci. Będę z Tobą na wieczność i o jeden dzień dłużej.

Ten ból, który odczuwam, że Ciebie nie ma obok i nie mogę Ci mówić wszystkiego na bieżąco, dobija. To boli, kiedy pomyślę, że mógłbyś chcieć być z inną dziewczyną. Straszne jest, że czasami odczuwam jakbyś miał mnie dość, że mógłbyś przestać mnie kochać. Nigdy nie przestanę Cię kochać. Pamiętaj, że dla mnie liczy się przede wszystkim Twoje szczęście. Nigdy nie zapomnę, że jesteś miłością mojego życia i niezależnie od wyzwań losu, które mogą nas rozdzielić, będziemy zawsze potrafili do siebie wrócić. Chciałabym mieć Cię na co dzień. Móc Cię przytulać, kiedy tylko będę miała ochotę. Nie musieć czekać i tęsknić.

sobota, 6 lipca 2013

Ten ból.

To boli, to tak bardzo boli. Niby zwykła wyprowadzka, ale niszczy mnie. Niszczy to, co zbudowałam w tym roku. Mój związek z E. Jesteśmy razem i będziemy, nie widzę innej opcji. Lecz oddalimy się od siebie o 20 km. I niby to nie jest dużo, ale również nie mało.
Nie potrafię robić nic innego, tylko płakać. Choć myślę, że wypłakałam się po wszystkie czasy, to jednak łzy mi ciągle płyną. Wszystkie moje plany poszły się jeba*. Wyjazd z E. do Gw, urodziny Klaudii i Mistera.  Nie jest mi łatwo i nie będzie. Niby czekają mnie Pieski, wieczne ogniska.. Ale bez nich, bez E. to nie to samo.. To już będzie coś innego. Będę miała Agę, to prawda. Jednak nasza przyjaźń nie zastąpi mi mojego związku.
Ale z drugiej strony jest Mcz, moje marzenie, moja nowa szkoła, wręcz nowe życie. Będzie w nim wciąż E. jednak nie tak blisko jakbym tego chciała. To już nie będzie to samo. To już będzie inny rodzaj miłości. Może piękniejszy, może zwyczajny. Ale nigdy nie przestanę go kochać. Nawet jeśli jego uczucia do mnie się wypalą, on nadal będzie bardzo ważną osobą w moim życiu. I tego będę się trzymała - moich uczuć.

niedziela, 23 czerwca 2013

Piękne miejsce

Pięknym miejscem w mojej okolicy jest jezioro Postomsko, potocznie znane jako Wędrzyńskie. Wchodząc na teren otaczający tą stojącą wodę, można zakochać się w ciepłym wietrze, wspaniałych kolorach, a przede wszystkim w uroczych widokach. Siadając na krańcu pomostu uzmysławiam sobie, że jest tu życie. Pływają kaczki, perkozy zanurzają się, a potem ukazują się na horyzoncie ponad 2 metry dalej. Można usłyszeć śpiew ptaków w koronach drzew oraz zauważyć smagające powietrze wędki. Często czuję wiatr we włosach, a podczas wakacji słońce grzeje nas wszystkich. I dzieci bawiące się na plaży, i młodzież wskakującą do wody, i żołnierzy odpoczywających po ciężkim dniu pracy. Jesienią drzewa na drugim brzegu zaczynają zmieniać kolory, z zieleni na złoto, pomarańcz, brąz. Wtedy kocham przychodzić nad nasze wędrzyńskie jezioro, ponieważ jest wtedy magiczne. Wszystko jest podwojone, gdyż odbija się w lustrze wody, a to sprawia, że czuję się niczym w innym świecie. Jezioro powoli zamarza, noce są zimniejsze, nadchodzi zima. Poziom wody potrafi się podnieść nawet o kilkanaście centymetrów, a gdy spadnie śnieg, ma się wrażenie, że wszystko jest zjednoczone. Drzewa stojące nad brzegiem, tafla oraz pomost, każdy element krajobrazu jest złączony z innymi, ale nadal indywidualny. Czasami siedząc i spoglądając na otoczenie, można dostrzec drobne ślady kopyt na lodzie, a nawet zobaczyć galopujące sarny, zmierzające do lasu. A gdy lód zaczyna się topić i nadchodzi wiosna, to również lubię tam przebywać. Tam najbardziej czuć jak wszystko odżywa. Budzą się drzewa, rozkładając swoje korony nad brzegiem i powoli ukazując całą swoją magię. Trzcina zaczyna się zielenić, a ryby pływać tuż przy lustrze. A gdy pada deszcz, widać kręgi na wodzie, a jezioro wydziela ten swój charakterystyczny zapach. To jest jedno z najpiękniejszych miejsc naszej sulęcińskiej okolicy. To tutaj odbywa się Święto Suma, to tutaj pływają łódki, to tutaj jest wiele atrakcji podczas różnych wędrzyńskich imprez. Można popływać rowerem wodnym, kajakiem, poobserwować samoloty na niebie. Lubię nasze małe jeziorko, ponieważ to tutaj czuć magię Wędrzyna.  

Jamal

Jamal Ahmed poznał Armanę przed rozpoczęciem Wielkiej Wojny. On był zwykłym chłopcem na posyłki, sługą pana Azahma, ojca Armany. Ona była zamożna, jednak bogactwo nie było dla niej najważniejsze, chciała pomagać innym.
Pewnego słonecznego dnia chłopak został wysłany po sprawunki, miał zakupić trochę daktyli od wędrownych kupców oraz znaleźć sprzedawcę kryształów, który posiadałby coś godnego córki jego pana. Choć znał to miasto na pamięć, to po chwili się zgubił, gdyż znany mu kiosk z biżuterią został przeniesiony. Błądził godzinami i zaczynał się martwić czy aby nie spotka go kara za tak długie przebywanie poza domem. W końcu odnalazł sprzedawcę, jednak ten nie posiadał niczego, co według ojca Armany byłoby dla niej godne. Więc chłopiec ruszył dalej, szukając błyskotki, która zachwyciłaby wszystkich, biednych i bogatych. Błądząc trafił do sklepu, ukrytego za stadem kóz i owiec. Tam zobaczył coś, co mogłaby nosić Manat, córka Allaha. Był to naszyjnik, wysadzany rubinami, a na jego środku znajdował się przepiękny brylant mieniący się barwami tęczy. Chłopiec zachwycił się jego wyglądem i miał nadzieję, że jego pan, nie ukarze go za spóźnienie.
Gdy dotarł do domu, jego pan oczekiwał go w wielkiej komnacie, w otoczeniu swego dworu. Zobaczywszy swojego młodego sługę, myślała, że ten nic nie przyniósł, ponieważ nie przed sobą nie niósł. Jednak Jamal szybko podszedł do jego wysokiego krzesła, ukłonił się i zza pazuchy wyciągnął pudełko. Otworzywszy go, ukazał piękno tego naszyjnika. Pan ze zdziwienia nie potrafił wykrztusić słowa, gdyż nie wierzył, aby w tym mieście można było znaleźć coś tak kunsztownie wykonanego, z tak pięknym kamieniami.
-Dziękuję Ci, chłopcze. Możesz odejść. Mam dla Ciebie pewien prezent, ponieważ przyniosłeś mi coś tak pięknego. - rzekł ponuro Pan. Chłopiec miał nadzieję, że dostanie większe wynagrodzenie lub dzień wolny. Mylił się, a ten prezent przyniósł mu zgubę. - Poznasz moją córkę, na przyjęciu, które wydaję na jej cześć. Tylko ubierz się schludnie! Teraz precz!
Jamal odszedł, a następnego dnia udał się do wielkiej sali, przystrojonej w złoto i czerwień. Zachowywał się pokornie, chował się za filarami, gdyż widział krytyczne spojrzenia wielkich panów, którzy śmiali się i rozmawiali o zbliżającej się Wielkiej Wojnie.
-Witaj. - usłyszał szept. Odwrócił się, lecz zobaczył tylko drobną służkę, ubraną tak samo skromnie jak on.
-Witaj. - odszepnął. - Tobie też pozwolono przyjść? Czym zasłużyłaś?
-Jestem wierną służką mojej pani, Armany.
-Cieszę się, że nie jestem tutaj sam. Reszta musi służyć tym gburom. - zaśmiał się cicho, a ona odpowiedziała mu wdzięcznym chichotem.
-Podobno ten gruby Arab -wskazała mu postać po drugiej stronie sali. - chciał się kiedyś odchudzać, jednak mu to nie wyszło, więc wszystkim opowiada, że jest śmiertelnie chory i dlatego tyle pożera. - oboje zaśmiali się cicho.
-Skąd to wiesz? - zapytał z uśmiechem.
-Bo... - zakłopotała się. - Moja pani mi to opowiadała.
-Ciekawe kiedy się pokaże, podobno jej uroda przyćmiewa wszystko wokół. - powiedział, jednak nie z takim zaciekawieniem jak zamierzał. - Choć twoja pewnie może się z nią równać, nigdy nie widziałem kogoś tak pięknego jak ty. - rzekł, lecz od razu się zmieszał. Pożegnał ją i ruszył przed siebie, prosto do pokoju dla służby.
I tak Jamal poznał Armanę, w przebraniu służki. Tygodniami spotykał się z dziewczyną, jednak nadal nie znał jej prawdziwej tożsamości. Nie znał nawet jej imienia, za to znał każdy fragment jej twarzy. Drobna twarz, otoczona puklami ciemnych włosów, drobne, różowe usta, drobny nosek i duże, ciemne oczy, które prowadziły w otchłań. Zwykle, gdy rozmawiali, to w nich błyskały iskry, one się śmiały, a gdy nadchodził czas rozstania, to wyglądały niczym czarna dziura, były wtedy pełne pustki.
Pewnego cichego dnia dowiedział się od reszty sług, że zbliża się Wielka Wojna, która ma rozpocząć się lada chwila. I tak się stało. Następnego dnia, nad ranem do domu Pana wpadła hołota, prowadzona przez Sahamma, wielkiego przeciwnika Pana tego domu. Jamal usłyszawszy hałas, udał się od razu do pokoju swojej ukochanej. Jednak nie znalazł jej tam, więc udał się do komnat Pani Armany. Tam zobaczył ją, leżącą w łożu ich władczyni.
-Ukochana, napadają. Uciekajmy, szybko. - gorączkowo szeptał, próbując obudzić ukochaną.
-Jamal? Ja nie mogę, musimy uratować innych, nie możemy ich zostawić. - nałożyła peniuar i wybiegła przez drzwi prowadzące do pokoju służby.
-A nie ratujesz swej pani? - chciał wiedzieć chłopiec, pędząc za dziewczyną.
-Armana to ja, ukochany. Troszczę się o moje sługi, pomóż mi. W tym czasie ja, postaram się uratować mego ojca.
-Stój! - zawołał Jamal, łapiąc ją za ramię i odwracając ku sobie. - Nie pozwolę Ci iść na pewną śmierć. Chociaż nie rozumiem, czemu nie powiedziałaś mi prawdy, to nadal Cię kocham. Nigdzie nie idziesz! - zawołał i popchnął ją do pokoju dla służby. - Ja po niego pójdę, nie waż się wchodzić z powrotem po tych schodach. Zaraz wrócę, zajmij się naszymi przyjaciółmi! - wykrzyknął, a po chwili już go nie było.
Jednak Armana, obudziwszy sługi, wyjaśniwszy im wszystko, ruszyła po schodach, szukając ukochanego. Lecz nie mogła go nigdzie znaleźć, aż w końcu postanowiła przejść wielką salą, prosto do swego ojca.
-Kim jesteś?! - zawołał Arab, przystawiając jej nóż do gardła.
-Jestem Armana, córka pana tego domu. - rzekła odważnie.
-Tutaj niedługo już nie będzie pana, moja droga dziewko. Szukamy go, a gdy znajdziemy to zginie. A ty wraz z nim. - mężczyzna zaśmiał się okrutnie, lecz nagle jego śmiech się urwał. Dziewczyna usłyszała krzyk.
-Czy ty nic nie rozumiesz?! Oni cię zabiją, jeśli nie będziesz uważać! A tak przy okazji, to nie mogę znaleźć twego ojca. - zakończył spokojnie, jednak jego twarz nadal wykrzywiała złość.
-Pomogę ci go znaleźć, wiem gdzie się ukrył. A potem uciekniemy, razem. - szepnęła do niego z miłością i ruszyła przed siebie, mijając martwego Araba.
W końcu trafili do kryjówki jej ojca, jednak nie spodziewali się, że śledzi ich sługa Sahamma. Ten, gdy tylko zobaczył pana tego domu, to ruszył na niego, rzucając sztylet. Lecz Jamal szybko ocenił sytuację i zauważył, że stoi najbliżej ojca Armany. Więc odepchnął go, a sam został trafiony prosto w serce. Gdy dziewczyna zauważyła jak upada, to zaczęła rozpaczać. Nagle usłyszała słaby szept.
-Kocham Cię. Wypełnij swoje przeznaczenie i żyj. - po tych słowach jego serce przestało bić.
-Zaopiekuję się moim ojcem i poddanymi. Nigdy o tobie nie zapomnę. - po czym zaczęła szlochać, przytulając do siebie martwe ciało ukochanego.


poniedziałek, 25 lutego 2013

Tajemnice

Każdy z nas ma swoją małą tajemnicę prawda? Skrywa coś wewnątrz siebie i nawet najbliższym nie chce tego powiedzieć. Czasami mnie zastanawia, kto coś przede mną ukrywa. Bo kiedyś się zawiodłam, ale w innym kontekście.
Ale jednak tajemnice nam doskwierają, są w nas i nie można się ich pozbyć. Są takie, których nie potrafimy wyjawić, bo się boimy. Że ktoś coś powie, ktoś nas zawiedzie, że będzie źle. I ja to rozumiem. Ale czasami to nie jest to, czasami tajemnice przestają być potrzebne.
Ja? Ja raczej nie mam jakiejś większej tajemnicy, mało ukrywam. Jednak coś tam we mnie siedzi, ale nie wiem już co. Raczej nie chodzi o daleką przeszłość, ale coś tam jest. Tylko co?
No bywa, nie można mieć wszystkiego. Ale zaufanie - to podstawa.

środa, 6 lutego 2013

Watetynki

Niedługo czekają nas walentynki - Święto Zakochanych. Jednak ja myślę, że to nie tylko o to chodzi. To jest według mnie Święto Miłości, każdego jej rodzaju. Bo nie każdy jest w związku, ale raczej wszyscy mamy przyjaciół. I to raczej na nich powinniśmy się skupić. Szczerze? Mój chłopak jest obecnie ważny, jednak myślę też o reszcie, która jest dla mnie ważna. I to im muszę coś wymyślić.
Nawet takiemu jednemu mam okazję wysłać wiersz, w którym przedstawię co o nim myślę. To kolejny plus walentynek - są anonimowe. Nawet te szkolne, bo chociaż ludzie widzą ile ich wrzucasz, to nie wiedzą do kogo. Anonimowość daje nam pewien komfort. Bo wiemy, która walentynka jest od nas, ale ta druga osoba zwykle nie ma pojęcia.
Chciałabym, aby wszyscy cieszyli się Świętem Miłości i znaleźli chociaż trochę czasu dla przyjaciół.
A teraz? Póki co najbliższy jest Tłusty Czwartek, więc trzeba się objeść pączkami, chrustami i tym podobnymi!

wtorek, 1 stycznia 2013

Elizabeth - czar słowa

Wiedźma zaklęła Elizabeth, aby każde wypowiedziane przez nią słowo było bronią. Naraziła się kobiecie, gdyż chłopcy ulegali jej czarowi. Nie raniła ich, ale przez zazdrosną wiedźmę została wygnana z wioski.
Zaczęła wędrować, aż dotarła do miasta pół olbrzymów. Mijając puste ulice, natrafiła na leżącego mężczyznę. Przestraszyła się konsekwencji i nie rzekła nic. Natomiast on się odezwał.
- Cóż tu robisz moja miła? - odezwał się grubym głosem.
- Stoję. - rzekła, lecz coś kazało jej powiedzieć coś jeszcze. - Ale jak widzę ty leżysz, pewnie sen cię zmorzył, wino odurzyło. Precz pode mnie!
Chciała odejść, lecz mężczyzna wstał, a był on potomkiem olbrzyma i kobiety. Rosły, o ciemnych oczach i włosach, Z lekkim uśmiechem zawadiaki skinął ku niej, a ona posłusznie wróciła.
- Droga panno, mylisz się. Leżę, gdyż siedzieć mi się nie chce. Nie sen, lecz lenistwo. Wina nie pijam. A ty jak widzę zaklęta jesteś. Dobrześ na mnie trafiła. U nas w mieście dużo takich co już by panienkę zatłuc mogli. Ach, imienia mego nie znasz. Zwę się Pato, a ty panno?
- Elizabeth. Jak widzę tutaj ludzie się zdarzają. Choć trudno myśleć, iż ktoś tak zwierzęcy dobrze językiem włada. Moje słowa są broną, więc gdy się odzywam ranię.
Pato chwilę pomilczał. Nagle podbiegł do niej, chwycił i przerzucił przez ramię. Uciszył ją rykiem i pobiegł doń Eliza przytomności nie straciła. Gdy oczy otworzyła, serce jej przejęło się grozą. Ujrzała nad sobą wiedźmę, dwóch pół olbrzymów i krasnoluda, których twarze wyrażały wrogość oraz zdumienie. Nigdy wcześniej nie widzieli kogoś tak elfickiego, pięknego. Słoneczne włosy, okalały okrągłą twarzyczkę i ukrywały spiczaste uszy. Oczy miała zielone, wyjątkowe, niespotykane u elfów.
- Hej, Gladir!- zawołali wszyscy, gdy dziewczyna uniosła głowę. - Potrzebny nam taki stary elf jak ty. Bo ona niby zaklęta jest, Pato coś gderał. Niby można jej pomóc. - jeden przez drugiego tłumaczyli wszystko osobie za jej plecami. Gdy odwróciła się , ich słowa były dla niej kłamstwem. Postać nie wyglądała staro, miał szeroki uśmiech, jasne włosy i elficką sylwetkę. Lecz niebieskie oczy jego, wyglądały jakby tysiąclecia widziały.
- Można mi pomóc? - zapytała z nadzieją.
- Jeśliś pragniesz zmienić się i miłość okazywać. Tylko ona uratować cie może, lecz zapamiętaj. Musisz swego przekleństwa używać. Jeśliś on cię pokocha z twym urokiem, stanie się cud. Inaczej będziesz taka na wieki.
- Co mam teraz zrobić? Wędrować sama dnie i noce? Gladirze, co teraz? - szeptała gorączkowo. - A gdzie Pato? Pomóc by mógł. Pól olbrzym przydać się może, a któreś z was pójdzie? - spojrzała na pozostałych, jednak oprócz Gladira wszyscy pokręcili głowami. - W to czemu? Tchórze z was, bojaźń wasza ten świat zgubi! Źli wy!
- Eliza, przestań ich ranić. Uspokój się, będziemy wędrować z tobą, Gladir i ja. - Pato posłyszał jej szloch. - Nie płacz moja droga, znajdziemy twego ukochanego.
Wędrowali dni i noce, zaglądali do każdej napotkanej wioski. A podczas podróży między nimi powstały więzi, a Elizabeth przestała tak pragnąć końca uroku. Ani elfowi, ani pół olbrzymowi nie przeszkadzała jej szczerość, obaj chcieli aby była szczęśliwa. Po drodze spotkali nawet wampira zauroczonego urodą Elizabeth, a ona go polubiła, jednak gdy poznał jej urok, uciekł. Nie chciał mieć z nią do czynienia, jednak elfka nie przejmował się, mając zacnych towarzyszy. Aż w końcu zrozumiała, że to któryś z nich jest jej ukochanym, jej chęć do spokojnego życia ujawniła się. Jednak nie była pewna, czy to Gladir, uroczy, żyjący trzy tysiąclecia elf jest jej miłością, czy lekko nieokrzesany, lecz sympatyczny pół olbrzym. Gdy zamyślała się, czuła na sobie wzrok Pato, który był czasami nieznośny. Za to Gladir nie narzucał się, był kiedy ona tego pragnęła. I w końcu zrozumiała. Byli w gospodzie, a gdy sobie coś uświadomiła, nagle przestała się bronić słowami, nic jej nie obchodziło. Jedynie Gladir podszedł do niej, przytulił i wyszeptał parę słów. I tak zakończyła się historia elfki Elizabeth zaczarowanej słowami.







To tylko wypracowanie na polski, ale mi się podoba.