Jamal Ahmed poznał
Armanę przed rozpoczęciem Wielkiej Wojny. On był zwykłym chłopcem
na posyłki, sługą pana Azahma, ojca Armany. Ona była zamożna,
jednak bogactwo nie było dla niej najważniejsze, chciała pomagać
innym.
Pewnego słonecznego
dnia chłopak został wysłany po sprawunki, miał zakupić trochę
daktyli od wędrownych kupców oraz znaleźć sprzedawcę kryształów,
który posiadałby coś godnego córki jego pana. Choć znał to
miasto na pamięć, to po chwili się zgubił, gdyż znany mu kiosk z
biżuterią został przeniesiony. Błądził godzinami i zaczynał
się martwić czy aby nie spotka go kara za tak długie przebywanie
poza domem. W końcu odnalazł sprzedawcę, jednak ten nie posiadał
niczego, co według ojca Armany byłoby dla niej godne. Więc
chłopiec ruszył dalej, szukając błyskotki, która zachwyciłaby
wszystkich, biednych i bogatych. Błądząc trafił do sklepu,
ukrytego za stadem kóz i owiec. Tam zobaczył coś, co mogłaby
nosić Manat, córka Allaha. Był to naszyjnik, wysadzany rubinami, a
na jego środku znajdował się przepiękny brylant mieniący się
barwami tęczy. Chłopiec zachwycił się jego wyglądem i miał
nadzieję, że jego pan, nie ukarze go za spóźnienie.
Gdy dotarł do domu,
jego pan oczekiwał go w wielkiej komnacie, w otoczeniu swego dworu.
Zobaczywszy swojego młodego sługę, myślała, że ten nic nie
przyniósł, ponieważ nie przed sobą nie niósł. Jednak Jamal
szybko podszedł do jego wysokiego krzesła, ukłonił się i zza
pazuchy wyciągnął pudełko. Otworzywszy go, ukazał piękno tego
naszyjnika. Pan ze zdziwienia nie potrafił wykrztusić słowa, gdyż
nie wierzył, aby w tym mieście można było znaleźć coś tak
kunsztownie wykonanego, z tak pięknym kamieniami.
-Dziękuję Ci,
chłopcze. Możesz odejść. Mam dla Ciebie pewien prezent, ponieważ
przyniosłeś mi coś tak pięknego. - rzekł ponuro Pan. Chłopiec
miał nadzieję, że dostanie większe wynagrodzenie lub dzień
wolny. Mylił się, a ten prezent przyniósł mu zgubę. - Poznasz
moją córkę, na przyjęciu, które wydaję na jej cześć. Tylko
ubierz się schludnie! Teraz precz!
Jamal odszedł, a
następnego dnia udał się do wielkiej sali, przystrojonej w złoto
i czerwień. Zachowywał się pokornie, chował się za filarami,
gdyż widział krytyczne spojrzenia wielkich panów, którzy śmiali
się i rozmawiali o zbliżającej się Wielkiej Wojnie.
-Witaj. - usłyszał
szept. Odwrócił się, lecz zobaczył tylko drobną służkę,
ubraną tak samo skromnie jak on.
-Witaj. - odszepnął.
- Tobie też pozwolono przyjść? Czym zasłużyłaś?
-Jestem wierną
służką mojej pani, Armany.
-Cieszę się, że
nie jestem tutaj sam. Reszta musi służyć tym gburom. - zaśmiał
się cicho, a ona odpowiedziała mu wdzięcznym chichotem.
-Podobno ten gruby
Arab -wskazała mu postać po drugiej stronie sali. - chciał się
kiedyś odchudzać, jednak mu to nie wyszło, więc wszystkim
opowiada, że jest śmiertelnie chory i dlatego tyle pożera. - oboje
zaśmiali się cicho.
-Skąd to wiesz? -
zapytał z uśmiechem.
-Bo... - zakłopotała
się. - Moja pani mi to opowiadała.
-Ciekawe kiedy się
pokaże, podobno jej uroda przyćmiewa wszystko wokół. -
powiedział, jednak nie z takim zaciekawieniem jak zamierzał. - Choć
twoja pewnie może się z nią równać, nigdy nie widziałem kogoś
tak pięknego jak ty. - rzekł, lecz od razu się zmieszał. Pożegnał
ją i ruszył przed siebie, prosto do pokoju dla służby.
I tak Jamal poznał
Armanę, w przebraniu służki. Tygodniami spotykał się z
dziewczyną, jednak nadal nie znał jej prawdziwej tożsamości. Nie
znał nawet jej imienia, za to znał każdy fragment jej twarzy.
Drobna twarz, otoczona puklami ciemnych włosów, drobne, różowe
usta, drobny nosek i duże, ciemne oczy, które prowadziły w
otchłań. Zwykle, gdy rozmawiali, to w nich błyskały iskry, one
się śmiały, a gdy nadchodził czas rozstania, to wyglądały
niczym czarna dziura, były wtedy pełne pustki.
Pewnego cichego dnia
dowiedział się od reszty sług, że zbliża się Wielka Wojna,
która ma rozpocząć się lada chwila. I tak się stało. Następnego
dnia, nad ranem do domu Pana wpadła hołota, prowadzona przez
Sahamma, wielkiego przeciwnika Pana tego domu. Jamal usłyszawszy
hałas, udał się od razu do pokoju swojej ukochanej. Jednak nie
znalazł jej tam, więc udał się do komnat Pani Armany. Tam
zobaczył ją, leżącą w łożu ich władczyni.
-Ukochana, napadają.
Uciekajmy, szybko. - gorączkowo szeptał, próbując obudzić
ukochaną.
-Jamal? Ja nie mogę,
musimy uratować innych, nie możemy ich zostawić. - nałożyła
peniuar i wybiegła przez drzwi prowadzące do pokoju służby.
-A nie ratujesz swej
pani? - chciał wiedzieć chłopiec, pędząc za dziewczyną.
-Armana to ja,
ukochany. Troszczę się o moje sługi, pomóż mi. W tym czasie ja,
postaram się uratować mego ojca.
-Stój! - zawołał
Jamal, łapiąc ją za ramię i odwracając ku sobie. - Nie pozwolę
Ci iść na pewną śmierć. Chociaż nie rozumiem, czemu nie
powiedziałaś mi prawdy, to nadal Cię kocham. Nigdzie nie idziesz!
- zawołał i popchnął ją do pokoju dla służby. - Ja po niego
pójdę, nie waż się wchodzić z powrotem po tych schodach. Zaraz
wrócę, zajmij się naszymi przyjaciółmi! - wykrzyknął, a po
chwili już go nie było.
Jednak Armana,
obudziwszy sługi, wyjaśniwszy im wszystko, ruszyła po schodach,
szukając ukochanego. Lecz nie mogła go nigdzie znaleźć, aż w
końcu postanowiła przejść wielką salą, prosto do swego ojca.
-Kim jesteś?! -
zawołał Arab, przystawiając jej nóż do gardła.
-Jestem Armana, córka
pana tego domu. - rzekła odważnie.
-Tutaj niedługo już
nie będzie pana, moja droga dziewko. Szukamy go, a gdy znajdziemy to
zginie. A ty wraz z nim. - mężczyzna zaśmiał się okrutnie, lecz
nagle jego śmiech się urwał. Dziewczyna usłyszała krzyk.
-Czy ty nic nie
rozumiesz?! Oni cię zabiją, jeśli nie będziesz uważać! A tak
przy okazji, to nie mogę znaleźć twego ojca. - zakończył
spokojnie, jednak jego twarz nadal wykrzywiała złość.
-Pomogę ci go
znaleźć, wiem gdzie się ukrył. A potem uciekniemy, razem. -
szepnęła do niego z miłością i ruszyła przed siebie, mijając
martwego Araba.
W końcu trafili do
kryjówki jej ojca, jednak nie spodziewali się, że śledzi ich
sługa Sahamma. Ten, gdy tylko zobaczył pana tego domu, to ruszył
na niego, rzucając sztylet. Lecz Jamal szybko ocenił sytuację i
zauważył, że stoi najbliżej ojca Armany. Więc odepchnął go, a
sam został trafiony prosto w serce. Gdy dziewczyna zauważyła jak
upada, to zaczęła rozpaczać. Nagle usłyszała słaby szept.
-Kocham Cię.
Wypełnij swoje przeznaczenie i żyj. - po tych słowach jego serce
przestało bić.
-Zaopiekuję się
moim ojcem i poddanymi. Nigdy o tobie nie zapomnę. - po czym zaczęła
szlochać, przytulając do siebie martwe ciało ukochanego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz