Muszę się najpierw wyleczyć, nie wracać do wspomnień z płaczem, z błaganiem o pomoc. W końcu staną się po prostu dobrymi wspomnieniami wzbudzającymi uśmiech. A póki co, moja wena powraca! Jeszcze na polski muszę napisać, coś z perspektywy Brangien, Izold o Białych Dłoniach lub króla Marka. Zdecyduje się chyba na króla Marka, postawie sobie wyzwanie i spróbuje pokazać męską psychikę. Jejku, to będzie trudne, ale muszę sobie stawiać jakieś poprzeczki do pokonania.
A póki co mam to, o czymś zupełnie innym :
Niebo było tak
blisko, na wyciągniecie ręki. Jeden skok i byłaby w niebie, jeden
ruch. Ale zbyt dobrze czuła się na ziemi. Mogła marzyć o czymś
lepszym, ale teraz nie było najgorzej. Odsunęła się od krańca
dachu, wyszła z budynku i ruszyła przed siebie. Nowy Jork czekał
otworem.
-Dzień dobry. Bilet
w jedną stronę do Nowego Jorku poproszę. - uśmiech nie znikał z
jej twarzy.
-Poproszę dowód
osobisty. - kobieta zza lady odezwała się monotonnym głosem.
Wręczyła jej
dokument i znowu spotkała się z krytycznym spojrzeniem. Nikt jej
nigdy nie wierzył, że skończyła 18 lat ponad 3 lata temu.
Odeszła od stamtąd
od razu, gdy otrzymała bilet i z powrotem swoje dokumenty. Pozostało
jej tylko czekać na nowe życie, na nowy początek, na spełnienie
marzeń. New York Drama Academy była jej wymarzoną uczelnią, to w
niej uczyły się największe gwiazdy Broadwayu, chciała być taka
jak one. Od 5 roku życia ćwiczyła taniec i śpiew. To było
marzenie jej matki, które dla niej stało się rzeczywistością.
Harowała godzinami, szkoła, zajęcia, kolejne zajęcia, dom i
spanie. Nigdy nie miała czasu na chłopaka, przyjaciół. Nie mogła
powiedzieć, żeby zaprzyjaźniła się z jakąkolwiek osobą, z
którą spotykała się na warsztatach teatralnych. Wszyscy byli nie
tacy, jak ona myślała, że będą. Podobno była zarozumiała i
dlatego nikt z nią nie potrafił długo przebywać. Cóż, Anne
Chart wiedziała co chce robić, kim chce zostać i nie zwracała
uwagi na teraźniejszość. Tak samo teraz. Ledwo zauważyła, która
jest godzina i pędem ruszyła w kierunku bramy. Gdy usiadła w
samolocie myślała, że zemdleje. I to nie z przemęczenia. On był
zbyt intrygujący jak dla niej, aż z wrażenia oklapła na
siedzenie.
-Widzę, że ktoś tu
biegł na odprawę. - usłyszała głos, który mógł należeć
tylko do muzyka. Tak wspaniale głęboki, z lekką chrypą. Gdy
spojrzała w lewo ujrzała idealny uśmiech i oczy koloru morza.
-Tak, lekko się
zamyśliłam. - uśmiechnęła się niemrawo i sięgnęła po
słuchawki. Jednak po chwili odłożyła je, to nie była jej muzyka.
-Co, nie podoba się
ich pomysł na spędzenie czasu? - jego śmiech był tak samo
wspaniały jak głos.
-Tak. Pop nie jest
moim ulubionym rodzajem muzyki. - zerknęła na niego, ale szybko
odwróciła wzrok. Gapił się na nią, a ona nie wiedziała czemu.
Nigdy nie przyciągała męskich spojrzeń. Raz czy dwa ktoś zwrócił
na nią uwagę, ale nie skupiała się na tym. Nikt nie zwrócił jej
uwagi.
-A niby co lubisz?
Większość nastolatek w twoim wieku to uwielbia. - znów się
zaśmiał, a ona aż rwała się by mu zawtórować.
-Nie jestem
nastolatką wiesz? - chciała się zalotnie uśmiechnąć, ale
przerodziło się to w grymas i pisk. Samolot ruszał. Wbiła
paznokcie w obicie fotela i zamknęła oczy. Bała się latać,
robiła to dopiero pierwszy raz w życiu.