Każdy z nas ma swoją małą tajemnicę prawda? Skrywa coś wewnątrz siebie i nawet najbliższym nie chce tego powiedzieć. Czasami mnie zastanawia, kto coś przede mną ukrywa. Bo kiedyś się zawiodłam, ale w innym kontekście.
Ale jednak tajemnice nam doskwierają, są w nas i nie można się ich pozbyć. Są takie, których nie potrafimy wyjawić, bo się boimy. Że ktoś coś powie, ktoś nas zawiedzie, że będzie źle. I ja to rozumiem. Ale czasami to nie jest to, czasami tajemnice przestają być potrzebne.
Ja? Ja raczej nie mam jakiejś większej tajemnicy, mało ukrywam. Jednak coś tam we mnie siedzi, ale nie wiem już co. Raczej nie chodzi o daleką przeszłość, ale coś tam jest. Tylko co?
No bywa, nie można mieć wszystkiego. Ale zaufanie - to podstawa.
poniedziałek, 25 lutego 2013
środa, 6 lutego 2013
Watetynki
Niedługo czekają nas walentynki - Święto Zakochanych. Jednak ja myślę, że to nie tylko o to chodzi. To jest według mnie Święto Miłości, każdego jej rodzaju. Bo nie każdy jest w związku, ale raczej wszyscy mamy przyjaciół. I to raczej na nich powinniśmy się skupić. Szczerze? Mój chłopak jest obecnie ważny, jednak myślę też o reszcie, która jest dla mnie ważna. I to im muszę coś wymyślić.
Nawet takiemu jednemu mam okazję wysłać wiersz, w którym przedstawię co o nim myślę. To kolejny plus walentynek - są anonimowe. Nawet te szkolne, bo chociaż ludzie widzą ile ich wrzucasz, to nie wiedzą do kogo. Anonimowość daje nam pewien komfort. Bo wiemy, która walentynka jest od nas, ale ta druga osoba zwykle nie ma pojęcia.
Chciałabym, aby wszyscy cieszyli się Świętem Miłości i znaleźli chociaż trochę czasu dla przyjaciół.
A teraz? Póki co najbliższy jest Tłusty Czwartek, więc trzeba się objeść pączkami, chrustami i tym podobnymi!
Nawet takiemu jednemu mam okazję wysłać wiersz, w którym przedstawię co o nim myślę. To kolejny plus walentynek - są anonimowe. Nawet te szkolne, bo chociaż ludzie widzą ile ich wrzucasz, to nie wiedzą do kogo. Anonimowość daje nam pewien komfort. Bo wiemy, która walentynka jest od nas, ale ta druga osoba zwykle nie ma pojęcia.
Chciałabym, aby wszyscy cieszyli się Świętem Miłości i znaleźli chociaż trochę czasu dla przyjaciół.
A teraz? Póki co najbliższy jest Tłusty Czwartek, więc trzeba się objeść pączkami, chrustami i tym podobnymi!
wtorek, 1 stycznia 2013
Elizabeth - czar słowa
Wiedźma
zaklęła Elizabeth, aby każde wypowiedziane przez nią słowo było
bronią. Naraziła się kobiecie, gdyż chłopcy ulegali jej czarowi.
Nie raniła ich, ale przez zazdrosną wiedźmę została wygnana z
wioski.
Zaczęła
wędrować, aż dotarła do miasta pół olbrzymów. Mijając puste
ulice, natrafiła na leżącego mężczyznę. Przestraszyła się
konsekwencji i nie rzekła nic. Natomiast on się odezwał.
- Cóż
tu robisz moja miła? - odezwał się grubym głosem.
- Stoję.
- rzekła, lecz coś kazało jej powiedzieć coś jeszcze. - Ale jak
widzę ty leżysz, pewnie sen cię zmorzył, wino odurzyło. Precz
pode mnie!
Chciała
odejść, lecz mężczyzna wstał, a był on potomkiem olbrzyma i
kobiety. Rosły, o ciemnych oczach i włosach, Z lekkim uśmiechem
zawadiaki skinął ku niej, a ona posłusznie wróciła.
- Droga
panno, mylisz się. Leżę, gdyż siedzieć mi się nie chce. Nie
sen, lecz lenistwo. Wina nie pijam. A ty jak widzę zaklęta jesteś.
Dobrześ na mnie trafiła. U nas w mieście dużo takich co już by
panienkę zatłuc mogli. Ach, imienia mego nie znasz. Zwę się Pato,
a ty panno?
-
Elizabeth. Jak widzę tutaj ludzie się zdarzają. Choć trudno
myśleć, iż ktoś tak zwierzęcy dobrze językiem włada. Moje
słowa są broną, więc gdy się odzywam ranię.
Pato
chwilę pomilczał. Nagle podbiegł do niej, chwycił i przerzucił
przez ramię. Uciszył ją rykiem i pobiegł doń Eliza przytomności
nie straciła. Gdy oczy otworzyła, serce jej przejęło się grozą.
Ujrzała nad sobą wiedźmę, dwóch pół olbrzymów i krasnoluda,
których twarze wyrażały wrogość oraz zdumienie. Nigdy wcześniej
nie widzieli kogoś tak elfickiego, pięknego. Słoneczne włosy,
okalały okrągłą twarzyczkę i ukrywały spiczaste uszy. Oczy
miała zielone, wyjątkowe, niespotykane u elfów.
- Hej,
Gladir!- zawołali wszyscy, gdy dziewczyna uniosła głowę. -
Potrzebny nam taki stary elf jak ty. Bo ona niby zaklęta jest, Pato
coś gderał. Niby można jej pomóc. - jeden przez drugiego
tłumaczyli wszystko osobie za jej plecami. Gdy odwróciła się ,
ich słowa były dla niej kłamstwem. Postać nie wyglądała staro,
miał szeroki uśmiech, jasne włosy i elficką sylwetkę. Lecz
niebieskie oczy jego, wyglądały jakby tysiąclecia widziały.
- Można
mi pomóc? - zapytała z nadzieją.
- Jeśliś
pragniesz zmienić się i miłość okazywać. Tylko ona uratować
cie może, lecz zapamiętaj. Musisz swego przekleństwa używać.
Jeśliś on cię pokocha z twym urokiem, stanie się cud. Inaczej
będziesz taka na wieki.
- Co mam
teraz zrobić? Wędrować sama dnie i noce? Gladirze, co teraz? -
szeptała gorączkowo. - A gdzie Pato? Pomóc by mógł. Pól olbrzym
przydać się może, a któreś z was pójdzie? - spojrzała na
pozostałych, jednak oprócz Gladira wszyscy pokręcili głowami. - W
to czemu? Tchórze z was, bojaźń wasza ten świat zgubi! Źli wy!
- Eliza,
przestań ich ranić. Uspokój się, będziemy wędrować z tobą,
Gladir i ja. - Pato posłyszał jej szloch. - Nie płacz moja droga,
znajdziemy twego ukochanego.
Wędrowali
dni i noce, zaglądali do każdej napotkanej wioski. A podczas
podróży między nimi powstały więzi, a Elizabeth przestała tak
pragnąć końca uroku. Ani elfowi, ani pół olbrzymowi nie
przeszkadzała jej szczerość, obaj chcieli aby była szczęśliwa.
Po drodze spotkali nawet wampira zauroczonego urodą Elizabeth, a ona
go polubiła, jednak gdy poznał jej urok, uciekł. Nie chciał mieć
z nią do czynienia, jednak elfka nie przejmował się, mając
zacnych towarzyszy. Aż w końcu zrozumiała, że to któryś z nich
jest jej ukochanym, jej chęć do spokojnego życia ujawniła się.
Jednak nie była pewna, czy to Gladir, uroczy, żyjący trzy
tysiąclecia elf jest jej miłością, czy lekko nieokrzesany, lecz
sympatyczny pół olbrzym. Gdy zamyślała się, czuła na sobie
wzrok Pato, który był czasami nieznośny. Za to Gladir nie narzucał
się, był kiedy ona tego pragnęła. I w końcu zrozumiała. Byli w
gospodzie, a gdy sobie coś uświadomiła, nagle przestała się
bronić słowami, nic jej nie obchodziło. Jedynie Gladir podszedł
do niej, przytulił i wyszeptał parę słów. I tak zakończyła się
historia elfki Elizabeth zaczarowanej słowami.
To tylko wypracowanie na polski, ale mi się podoba.
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Sen...
Już go zbytnio nie pamiętam, ale pewna sprawa wciąż mnie z nim zastanawia. Moje sny są zaskakujące, czasami dziwne, a inne są okrutne i przerażające.
Natomiast ten na początku był idealny, wszystko było piękne, do czasu..
Nie wliczając tego, że obiektem mojego snu nie był mój chłopak, to był on... Niesamowity. Wyjątkowy, bo śniła mi się osoba, z która dawno nie rozmawiałam, a mianowicie S. Musicie wiedzieć, że jest on pewną ucieczką od wszystkiego. Nie kontaktujemy się, nic nie mamy wspólnego. Ale coś takiego w nim jest, ze śni mi się prawie codziennie. Tak samo było wczoraj.
Szliśmy... Nie mam pojęcia gdzie, nagle znaleźliśmy się w jakimś długim pomieszczeniu, korytarzu. Czułam się szczęśliwa, jednak byłam przerażona. Nie wiem, tak jakoś. On nie zdradzał czegoś takiego, wyglądał jakby po prostu chciał być ze mną, przytulać mnie.. I tak robił. Aż nagle zniknął, a ja znalazłam się w Międzyrzeczu.
Przede mną szedł mój E. z jakimś przyjacielem.
Macie czasami tak, ze jak śnicie to coś wam szepcze ? Znaczy.. Wiecie coś, czego byście się nie spodziewali?
Miałam tak samo, po prostu wiedziałam, że ten ktoś jest jego przyjacielem i go znam. Nawet bardzo dobrze.
Oni nie zauważyli mnie, więc zawróciłam i udałam się w drugą stronę. Po drodze spotkałam siostrę E., Julkę. Przeszłyśmy się kawałek, a po chwili usłyszałam wołanie. Wołał mnie nie mój chłopak, tylko ten drugi. Wiedziałam, że go znam, a on... Powiedział : "Wiesz, że on Cię kocha, tak samo jak ja."
Przytuliłam go i okazało się, że ma tatuaż, który symbolizował czekanie na mnie... Kiedy się od niego odsunęłam, przybiegł E., ale ja czułam, po prostu wiedziałam, że ten chłopak, jest osobą którą widzę na co dzień.
Nie mam pojęcia co to znaczy... W ogóle nie rozumiem. To jest mój sen, ale.. Zaskoczył mnie, a dalej nie wiem kim mógłby być ten ktoś. Znaczy... Mam dwa pomysły, choć wiem, że żaden nie jest prawdziwy. I mam taką nadzieję, bo inaczej nie będzie za ciekawie... Bo jeden z chłopaków, o których myślę chodzi z E. do klasy. A drugi... Wątpię, żeby znał mojego chłopaka...
Natomiast ten na początku był idealny, wszystko było piękne, do czasu..
Nie wliczając tego, że obiektem mojego snu nie był mój chłopak, to był on... Niesamowity. Wyjątkowy, bo śniła mi się osoba, z która dawno nie rozmawiałam, a mianowicie S. Musicie wiedzieć, że jest on pewną ucieczką od wszystkiego. Nie kontaktujemy się, nic nie mamy wspólnego. Ale coś takiego w nim jest, ze śni mi się prawie codziennie. Tak samo było wczoraj.
Szliśmy... Nie mam pojęcia gdzie, nagle znaleźliśmy się w jakimś długim pomieszczeniu, korytarzu. Czułam się szczęśliwa, jednak byłam przerażona. Nie wiem, tak jakoś. On nie zdradzał czegoś takiego, wyglądał jakby po prostu chciał być ze mną, przytulać mnie.. I tak robił. Aż nagle zniknął, a ja znalazłam się w Międzyrzeczu.
Przede mną szedł mój E. z jakimś przyjacielem.
Macie czasami tak, ze jak śnicie to coś wam szepcze ? Znaczy.. Wiecie coś, czego byście się nie spodziewali?
Miałam tak samo, po prostu wiedziałam, że ten ktoś jest jego przyjacielem i go znam. Nawet bardzo dobrze.
Oni nie zauważyli mnie, więc zawróciłam i udałam się w drugą stronę. Po drodze spotkałam siostrę E., Julkę. Przeszłyśmy się kawałek, a po chwili usłyszałam wołanie. Wołał mnie nie mój chłopak, tylko ten drugi. Wiedziałam, że go znam, a on... Powiedział : "Wiesz, że on Cię kocha, tak samo jak ja."
Przytuliłam go i okazało się, że ma tatuaż, który symbolizował czekanie na mnie... Kiedy się od niego odsunęłam, przybiegł E., ale ja czułam, po prostu wiedziałam, że ten chłopak, jest osobą którą widzę na co dzień.
Nie mam pojęcia co to znaczy... W ogóle nie rozumiem. To jest mój sen, ale.. Zaskoczył mnie, a dalej nie wiem kim mógłby być ten ktoś. Znaczy... Mam dwa pomysły, choć wiem, że żaden nie jest prawdziwy. I mam taką nadzieję, bo inaczej nie będzie za ciekawie... Bo jeden z chłopaków, o których myślę chodzi z E. do klasy. A drugi... Wątpię, żeby znał mojego chłopaka...
środa, 5 grudnia 2012
Tina
Siedząc na schodach,
Tina wpatrywała się w zachodzące słońce. Nie chciała siedzieć
w domu, w tej atmosferze, a szczególnie mając tyle lat nie chciała
tam przebywać. Z jednej strony dzieci, czyli jej kuzyni, a z drugiej
dorośli. Nie pasowała ani do pierwszej grupy ani drugiej.
W dodatku była
zmuszona tam pojechać. Wolała być w Gefftown niż tu. Ale ostatnio
zasiedziała się ze znajomymi i teraz musiała przebywać z rodziną.
-Co jest młoda? -
usłyszała za plecami.
Nie musiała się
odwracać, wiedziała że to najmłodsza ciotka, Katherine.
-Nic godnego uwagi. -
odparła i ruszyła wprost w zachodzące słońce.
Wiedziała, że nikt
jej nic nie zrobi. W Erinten nie mogła niczego ryzykownego zrobić,
nie mogła uciec, tylko wędrować. A to na nikim nie robiło
wrażenia, dziewczyna często wychodziła i długo nie wracała, bo
lubiła przebywać sama.
Kochała twarzystwo
ludzi, ale tylko trochę starszych i nie zawsze. Czasami potrzebowała
chwili wytchnienia i nikomu to nie przeszkadzało, chyba że mieli
dla niej jakąś robotę. A to zdarzało sie rzadko, więc jej często
w domu nie było.
-To tu jestem w domu.
- szepnęła wchodząc do lasu, na drogę okalaną ostatnimi
promieniami słońca.
Uśmiechnęła sie i
ruszyła raźnym krokiem przed siebie. Nie bała się dzikich
zwierząt, bo ich tu nie było, bynajmniej żadnego nigdy nie
widziała. Jednak nie przewidziała co innego mogłoby ją zaatakować
i to był jej błąd.
Minęła kolejny
zakręty i kolejny, aż w końcu znalazła się na skrzyżowaniu i
stanęła przed dylematem. W prawo, czy w lewo?
Po krótkim
zastanowieniu stwierdziła, że zda się na los, okręciła się
wokół siebie i ruszyła w obranym kierunku. Okazało się, że
ruszyła w drogę powtorną. To było najgorsze co mogo jej się
przytrafić.
wtorek, 27 listopada 2012
Góry...
Tęsknie, naprawdę tęsknię za tą wycieczką. Zaznajomiłam się z paroma osobami, przeżyłam wiele i chciałabym tam wrócić.
Czasami nawet nie potrafię czemu tak bardzo, ale po prostu tak jest. Może dlatego, ze dzięki temu oderwałam się od rzeczywistości? Całe 3 dni bez ludzi, których nie lubię.
Co prawdę z nami były 2 osoby, które nie trawiłam i nadal nie za bardzo mi wychodzi. Ale jednak ta sytuacja wyrwała wtedy na mnie takie wrażenie, że zapomniałam o wszystkim.
Każdemu przydałaby się taka chwila wytchnienie i z tego powodu polecam wypad w góry. Wyłączyć telefon, pojechać z osobami które się kocha, albo nie zna. Jeżdżą pociągi, można się wybrać.
Na prawdę szczerze polecam i mam nadzieję, że niedługo tam wróce.
Takie widoki wymagają zobaczenia na własne oczy.
Oh, tak bardzo tęsknie... Za ludźmi jakimi wtedy byli, za śmiesznymi momentami, za gubieniem się, za niekończącym się śmiechem w autobusie, za jazdą na zakrętach, za wejściem do Maca. I oczywiście za znajomościami, które zawarłam dzięki tej wycieczce.
Ale... W czwartek jadę na łyżwy, z kolejnymi nowymi ludźmi. Z kimś kogo nie znam, a poznam. No i z moim E.
Kanada
Michał Kubiak: Pierdolisz jak Makłowicz.Krzysztof Ignaczak: Makłowicz by jeszcze zupę gotował ,a ja niestety tego nie robię.
sobota, 24 listopada 2012
Krótkie.
Namieszane,
wszystko się kręci i kołuje. Dookoła wszystko się zmienia,
przemija. Kiedyś wszystko musi sie skończyć. Kiedyś coś musi się
zacząć. Wierze w przeznaczenie. Nie w coś nadzwyczajnego, ale sądze
że nie ma czegoś takiego jak przypadkowe spotkanie, poznanie kogoś.
To stanowi część planu, co z tego wynika? Czasem coś dobrego,
kiedy indziej złego. Każdy staje na naszej drodze z powodu przeznaczenie. jednak.. do czego ono prowadzi?
Mogę to powiedzieć. Jestem uzależniona. Tak, tak, nie kłamie. Jestem
uzależniona. Od jego uśmiechu, spojrzenia, pocałunków i dotyku.
To wszystko składa się na moje uzależnienie. Bez tego usycham,
tylko jego pragnę i chcę go mieć zawsze przy sobie.
Kochała
go, ponad wszystko. Ale najbardziej lubiła jak siedzieli razem i się
śmiali. Po prostu wielbiła się z nim śmiać. Śmiać się z nich,
z niego, z niej. To sprawiało jej radość i za tym teraz tęskniła,
za tą bliskością i porozumieniem kiedy siedzieli razem. Teraz jej
tego brakowało, w tym momencie. wspólnego śmiechu, a później
kojącej ciszy i pocałunków. O tak, to po śmiechu było
najwspanialsze.
Ciekawe
jak wygląda gdy śpi... Uśmiecha się? Jest poważny? Czy..
Gdybyśmy zasnęli, obudziłby sie i mnie obserwował? A może
byłoby na odwrót? Wielbię patrzeć na niego, leczy czy on na mnie
też? Co by zrobił.. Trzymałby mnie cały czas? A może zacząłby
się wiercić i wiercić, i ja nie dałabym rady i bym spadła? Może
złapałby mnie i nie puszczał... Może, może, może. Chciałabym
zasnąć wraz z nim i obudzić się, wypić herbatę, zjeść
śniadanie i iść wciąż przed siebie, razem.
Chciała
żeby ją tak czasami przytulił. Podszedł i po prostu to zrobił,
bez żadnego powodu. A może dlatego że zwyczajnie ją kocha? Tak,
to mógłby być taki mały powód, mały drobiazg. Ona nie chce
niczego nadzwyczajnego, po prostu czuć się bezpiecznie. Zwyczajnie,
cholernie bezpiecznie!
Niektóre są stare, inne są nowsze. Ale są, takie moje małe teksty. Często będę publikować moje niedokończone opowiadania, jakieś opisy. Zdjęcia robione przeze mnie niedługo tu zagoszczą, na pewno.
Subskrybuj:
Posty (Atom)