środa, 5 grudnia 2012

Tina

Siedząc na schodach, Tina wpatrywała się w zachodzące słońce. Nie chciała siedzieć w domu, w tej atmosferze, a szczególnie mając tyle lat nie chciała tam przebywać. Z jednej strony dzieci, czyli jej kuzyni, a z drugiej dorośli. Nie pasowała ani do pierwszej grupy ani drugiej.
W dodatku była zmuszona tam pojechać. Wolała być w Gefftown niż tu. Ale ostatnio zasiedziała się ze znajomymi i teraz musiała przebywać z rodziną.
-Co jest młoda? - usłyszała za plecami.
Nie musiała się odwracać, wiedziała że to najmłodsza ciotka, Katherine.
-Nic godnego uwagi. - odparła i ruszyła wprost w zachodzące słońce.
Wiedziała, że nikt jej nic nie zrobi. W Erinten nie mogła niczego ryzykownego zrobić, nie mogła uciec, tylko wędrować. A to na nikim nie robiło wrażenia, dziewczyna często wychodziła i długo nie wracała, bo lubiła przebywać sama.
Kochała twarzystwo ludzi, ale tylko trochę starszych i nie zawsze. Czasami potrzebowała chwili wytchnienia i nikomu to nie przeszkadzało, chyba że mieli dla niej jakąś robotę. A to zdarzało sie rzadko, więc jej często w domu nie było.
-To tu jestem w domu. - szepnęła wchodząc do lasu, na drogę okalaną ostatnimi promieniami słońca.
Uśmiechnęła sie i ruszyła raźnym krokiem przed siebie. Nie bała się dzikich zwierząt, bo ich tu nie było, bynajmniej żadnego nigdy nie widziała. Jednak nie przewidziała co innego mogłoby ją zaatakować i to był jej błąd.
Minęła kolejny zakręty i kolejny, aż w końcu znalazła się na skrzyżowaniu i stanęła przed dylematem. W prawo, czy w lewo?
Po krótkim zastanowieniu stwierdziła, że zda się na los, okręciła się wokół siebie i ruszyła w obranym kierunku. Okazało się, że ruszyła w drogę powtorną. To było najgorsze co mogo jej się przytrafić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz