Siedząc na schodach,
Tina wpatrywała się w zachodzące słońce. Nie chciała siedzieć
w domu, w tej atmosferze, a szczególnie mając tyle lat nie chciała
tam przebywać. Z jednej strony dzieci, czyli jej kuzyni, a z drugiej
dorośli. Nie pasowała ani do pierwszej grupy ani drugiej.
W dodatku była
zmuszona tam pojechać. Wolała być w Gefftown niż tu. Ale ostatnio
zasiedziała się ze znajomymi i teraz musiała przebywać z rodziną.
-Co jest młoda? -
usłyszała za plecami.
Nie musiała się
odwracać, wiedziała że to najmłodsza ciotka, Katherine.
-Nic godnego uwagi. -
odparła i ruszyła wprost w zachodzące słońce.
Wiedziała, że nikt
jej nic nie zrobi. W Erinten nie mogła niczego ryzykownego zrobić,
nie mogła uciec, tylko wędrować. A to na nikim nie robiło
wrażenia, dziewczyna często wychodziła i długo nie wracała, bo
lubiła przebywać sama.
Kochała twarzystwo
ludzi, ale tylko trochę starszych i nie zawsze. Czasami potrzebowała
chwili wytchnienia i nikomu to nie przeszkadzało, chyba że mieli
dla niej jakąś robotę. A to zdarzało sie rzadko, więc jej często
w domu nie było.
-To tu jestem w domu.
- szepnęła wchodząc do lasu, na drogę okalaną ostatnimi
promieniami słońca.
Uśmiechnęła sie i
ruszyła raźnym krokiem przed siebie. Nie bała się dzikich
zwierząt, bo ich tu nie było, bynajmniej żadnego nigdy nie
widziała. Jednak nie przewidziała co innego mogłoby ją zaatakować
i to był jej błąd.
Minęła kolejny
zakręty i kolejny, aż w końcu znalazła się na skrzyżowaniu i
stanęła przed dylematem. W prawo, czy w lewo?
Po krótkim
zastanowieniu stwierdziła, że zda się na los, okręciła się
wokół siebie i ruszyła w obranym kierunku. Okazało się, że
ruszyła w drogę powtorną. To było najgorsze co mogo jej się
przytrafić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz