środa, 18 czerwca 2014

Rok.

 W 2013 w tym samym czasie co teraz zastanawiałam się jak to będzie w nowej szkole, jacy będą ludzie, jak będzie się tam czuła. Miałam wiele planów, pomysłów, marzeń. Większość z nich się zmieniła, nie planuje już tak bardzo mojego życia. Żyje bardziej spontanicznie, ale z rezerwą. Bardzo polubiłam moje życie, nie mam tego problemu co w tamtym roku. 
Teraz jest inaczej, teraz nie myślę, nie zastanawiam się. Te wakacje są nieplanowane, nie ma w nich żadnych założeń. Jak wyjdzie tak wyjdzie. Nie martwię się o szkołę, bo lubię ludzi, których w niej poznałam. Nie tylko moją klasę, również Szymona,  Adama i tych wszystkich pozytywnych ludzi, których spotykam na co dzień. Te miesiące były moją największą radością. Były momenty zwątpienia, momenty smutku, ale z każdych wyszłam obronną ręką. 1 klasa Lo nie należała do najłatwiejszych, ale przeszła niezauważenie. Dopiero ich poznałam, a już powoli zbliżamy się ku pożegnaniu. Tylko na wakacje zobaczymy się, na pewno. Nie ma mowy, że nie! Razem jesteśmy najbardziej pozytywnie nastawieni na cały świat.



minął rok
a jakby miesiąc



wtorek, 6 maja 2014

Mam to.

Mam w końcu siebie. Jestem zadowolona z tego jaka teraz jestem, że jestem sobą i ktoś mnie za to lubi. Mam szczęście zamknięte w pudełku, którego już nie otworze. Nie mogę do niego wracać, ale fajnie jest czasami poobserwować to pudełeczko. Nie będę do niego zaglądać, bo będzie źle, ale tak z daleka to jest dobrze.
Ale mam też to inne szczęście, którego doświadczam codziennie, Age. I drugą cudowną Agę oraz Emilię. Mam je, mogę się z nimi dzielić wszystkim i jestem z tego powodu zadowolona. Niech się dzieje co chce, byle tylko z nimi. Każda chwila dostarcza mi czegoś nowego, czego za nic bym nie cofnęła. Po co usuwać z pamięci sytuacje, które wtedy sprawiały że wciąż się uśmiechałam? Prawda, wole ich za często nie przywoływać, ale jednak są miłe. To jest coś co jest ważne i ja to mam.





sobota, 22 lutego 2014

Nie wierzę.

Czuję się szczęśliwa, od prawie tygodnia. W końcu się szczerze jak głupia do wszystkiego. A szczególnie do jednej rzeczy. Ale nadal czasami mam momenty zamyślenia, co by było gdyby. Ale jest dobrze, będzie lepiej.
Muszę się najpierw wyleczyć, nie wracać do wspomnień z płaczem, z błaganiem o pomoc. W końcu staną się po prostu dobrymi wspomnieniami wzbudzającymi uśmiech. A póki co, moja wena powraca! Jeszcze na polski muszę napisać, coś z perspektywy Brangien, Izold o Białych Dłoniach lub króla Marka. Zdecyduje się chyba na króla Marka, postawie sobie wyzwanie i spróbuje pokazać męską psychikę. Jejku, to będzie trudne, ale muszę sobie stawiać jakieś poprzeczki do pokonania.
A póki co mam to, o czymś zupełnie innym :






Niebo było tak blisko, na wyciągniecie ręki. Jeden skok i byłaby w niebie, jeden ruch. Ale zbyt dobrze czuła się na ziemi. Mogła marzyć o czymś lepszym, ale teraz nie było najgorzej. Odsunęła się od krańca dachu, wyszła z budynku i ruszyła przed siebie. Nowy Jork czekał otworem.
-Dzień dobry. Bilet w jedną stronę do Nowego Jorku poproszę. - uśmiech nie znikał z jej twarzy.
-Poproszę dowód osobisty. - kobieta zza lady odezwała się monotonnym głosem.
Wręczyła jej dokument i znowu spotkała się z krytycznym spojrzeniem. Nikt jej nigdy nie wierzył, że skończyła 18 lat ponad 3 lata temu.
Odeszła od stamtąd od razu, gdy otrzymała bilet i z powrotem swoje dokumenty. Pozostało jej tylko czekać na nowe życie, na nowy początek, na spełnienie marzeń. New York Drama Academy była jej wymarzoną uczelnią, to w niej uczyły się największe gwiazdy Broadwayu, chciała być taka jak one. Od 5 roku życia ćwiczyła taniec i śpiew. To było marzenie jej matki, które dla niej stało się rzeczywistością. Harowała godzinami, szkoła, zajęcia, kolejne zajęcia, dom i spanie. Nigdy nie miała czasu na chłopaka, przyjaciół. Nie mogła powiedzieć, żeby zaprzyjaźniła się z jakąkolwiek osobą, z którą spotykała się na warsztatach teatralnych. Wszyscy byli nie tacy, jak ona myślała, że będą. Podobno była zarozumiała i dlatego nikt z nią nie potrafił długo przebywać. Cóż, Anne Chart wiedziała co chce robić, kim chce zostać i nie zwracała uwagi na teraźniejszość. Tak samo teraz. Ledwo zauważyła, która jest godzina i pędem ruszyła w kierunku bramy. Gdy usiadła w samolocie myślała, że zemdleje. I to nie z przemęczenia. On był zbyt intrygujący jak dla niej, aż z wrażenia oklapła na siedzenie.
-Widzę, że ktoś tu biegł na odprawę. - usłyszała głos, który mógł należeć tylko do muzyka. Tak wspaniale głęboki, z lekką chrypą. Gdy spojrzała w lewo ujrzała idealny uśmiech i oczy koloru morza.
-Tak, lekko się zamyśliłam. - uśmiechnęła się niemrawo i sięgnęła po słuchawki. Jednak po chwili odłożyła je, to nie była jej muzyka.
-Co, nie podoba się ich pomysł na spędzenie czasu? - jego śmiech był tak samo wspaniały jak głos.
-Tak. Pop nie jest moim ulubionym rodzajem muzyki. - zerknęła na niego, ale szybko odwróciła wzrok. Gapił się na nią, a ona nie wiedziała czemu. Nigdy nie przyciągała męskich spojrzeń. Raz czy dwa ktoś zwrócił na nią uwagę, ale nie skupiała się na tym. Nikt nie zwrócił jej uwagi.
-A niby co lubisz? Większość nastolatek w twoim wieku to uwielbia. - znów się zaśmiał, a ona aż rwała się by mu zawtórować.

-Nie jestem nastolatką wiesz? - chciała się zalotnie uśmiechnąć, ale przerodziło się to w grymas i pisk. Samolot ruszał. Wbiła paznokcie w obicie fotela i zamknęła oczy. Bała się latać, robiła to dopiero pierwszy raz w życiu.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Masakra.

Długo się zbierałam, żeby cokolwiek tutaj napisać. Ale w końcu czara się przepełniła, czuje za dużo, a nie mam komu o tym powiedzieć tak naprawdę.
Przede wszystkim to czuje sie do dupy. Przepraszam, za wyrażenie, ale tak jest. Straciłam moją największą miłość, straciłam zapał do wszystkiego. Najchętniej to leżałabym cały dzień i bym czytała, w sumie to tak robię. Gdyby nie to, że jestem chora i muszę brać antybiotyk, to bym nie jadła, bo mi się nie chce. tak najzwyczajniej na świecie. Nie mam ochoty nawet patrzeć na ludzi. Po prostu chcę zapomnieć o smutku, bólu, stracie. Ale co mam zrobić o takiej godzinie jak teraz? 23:42.
Nie mogę spać, a gdy nie mogę spać to myślę, co zatacza krąg. Bo jak myślę, to nie śpię przecież.
A tak wiele zawaliłam. Od sylwestra zawalałam powoli wszystko, oprócz nauki. Chyba.. Byłam bez życia, bez spotkań z E. No i obecnie to się skończyło. To, w co wkładałam najwięcej serca od ponad roku, to co sprawiało mi najwięcej możliwej radości. Wszystko upadło i to moja wina. Moja wina, bo się zmieniłam, bo zaczęłam za dużo wymagać. A byłam po prostu po uszy zakochaną dziewczyną, która chciała czuć się kochana i doceniona. Ale to źle najwidoczniej.
Zawiodłam E., zawiodłam jego siostrę, pewnie zawiodłam przyjaciółkę, mamę i siebie też. Powinnam dać radę, działać bardziej w kierunku zmian. Chciałam na niego zasłużyć, chciałam być taka wspaniała jak on. Kochająca, bezinteresowna. Ale to i tak było nic, jak się okazało. To były po prostu niepotrzebne starania. A teraz daje mu odjeść. Daje mu żyć pełnią życia. Oczywiście to boli i będzie bolało. Ale kocham go i jego szczęście jest dla mnie najważniejsze. Może tego nie odczuwał i dlatego tak się stało? Może, ale postanowiłam, że dam mu spokój, niech odpocznie ode mnie, od mojego zachowania. Tak będzie dla niego lepiej, sam stwierdził, że mam odpuścić. Więc się go posłucham, wedle życzenia.



"I'm choosing to let you go"

wtorek, 7 stycznia 2014

2014

Początek tego roku był.. przyjemny. Bo z E. Czego pragnę więcej? Widywania się z nim, codziennie. Chciałabym móc każdego dnia zobaczyć uśmiech na jego twarzy, słyszeć jak się śmieje i być przy tym. Móc złapać go za rękę i patrzeć na niego, godzinami. W sumie robię tak bardzo często, jak tylko się spotykamy. Nie potrafię oderwać od niego wzroku, żeby później móc przypominać sobie jego twarz, jej wyraz, gdy na mnie patrzy. Żeby zapamiętać gdzie dokładnie znajduje się jego dołeczek w policzku, jego oczy i te niesforne brwi.
W tym roku chciałabym odzyskać moją wenę, moje pomysły, spisać je i nadać im obraz. Chciałabym znów pisać opowieści o wszystkim co wpadnie mi do głowy, byle pisać.
Nic więcej raczej nie życzyłabym sobie w tym roku, bo wszystko inne można wypracować. Dobre oceny, zdrowy sposób odżywiania, ograniczenie słodyczy, czy coś tam co większość by chciała. Ale to zależy od nas, każda z tych rzeczy, nawet to, co słyszałam często : rzucić palenie. Wiem, postanowienie noworoczne, ale zwykle i tak to jest po prostu pobożne życzenie. A gdyby tak się postarać? Spróbować? No cóż, ja tego nie potrzebuje, nie palę. Ale ograniczyć słodycze, jak najbardziej. Tylko.. Nie mam chęci nad tym pracować, zwykłe lenistwo i tyle. Tyle przegrać. Ale mi to nie przeszkadza, jestem jaka jestem. Pracuje nad sobą, lecz bardziej nad charakterem, bo trochę mogłabym pozmieniać, a niektóre sprawy udoskonalić..

środa, 20 listopada 2013

Oni.


Oh, oni stali się mi bliscy, powoli zauważam jak bardzo ich lubię. Podnoszą mnie na duchu, gdy zaczyna im odwalać, a mi razem z nimi to czuję, że są dla mnie ważni. Dzisiaj się o mnie martwiły dziewczyny, to było fajne, poczuć się częścią grupy. Jesteśmy klasą, dzieli nas nawet dużo. Jesteśmy bardzo różni, ale wszyscy lubimy się śmiać, dokuczać żartobliwie. Na początku roku szkolnego nie spodziewałam się, że oni będą dla mnie tacy istotni, że zajmą ciekawe miejsce w moim życiu. A zajęli. Jest nas tylko 19, w takiej klasie wszyscy się znamy, no nie kochamy, ale... Najgorzej nie jest. 
Wierzę, że oni przez najbliższe 3 lata będą tym, za co będę mogła dużo oddać. Że będę miała w nich przyjaciół. Z częścią moja znajomość powoli zaczyna być czymś więcej niż zwykłym koleżeństwem w klasie. Powoli zaczynamy być razem, mówić sobie sporo. Cieszę się z tego, bo marzyłam o tym od przeprowadzki do Wędrzyna, marzyłam o zgranej klasie, w której wszyscy będą dla siebie ważni. Doczekałam się. Marzenia potrafią się spełniać.

sobota, 14 września 2013

Dla E.

Kocham Cię, jesteś dla mnie najważniejszą osobą na całej planecie, w całym wszechświecie. Jesteś wszystkim co mam, bez Ciebie nie ma mnie. Zawsze, gdy zamknę oczy, widzę Twój uśmiech, Twoje wspaniałe oczy i ten dołeczek w policzku. Jesteś moim największym skarbem, moim szczęściem. Śnisz mi się codziennie, dzięki temu czuję, że mam Ciebie blisko. Mimo że budzę się i mam przy sobie tylko misia, to wiem, że te 20 kilometrów stąd, myślisz o mnie i tęsknisz tak samo jak ja. Ale miś nie zastąpi mi pocałunków w czoło, nie przytulę się do niego jak do Ciebie, nie poczuję się przy nim bezpiecznie.
Minął dopiero rok, a mam wrażenie jakbym znała Cię całe swoje życie. Sprawiłeś, że mój świat zaczął się na nowo kręcić. 15 września 2012 roku, przyjechałeś do mnie, to była sobota, był to mój najszczęśliwszy dzień, w całym moim życiu. Teraz, tych szczęśliwych chwili się nazbierało. Wszystkie są związane z Tobą.
Dzień, kiedy powiedziałeś mi, że mnie kochasz. Najpiękniejsze słowa, wypowiedziane przez najwspanialszą osobę. Gdy po raz pierwszy mnie pocałowałeś, poczułam, że to te usta, od teraz są moje i mogę je całować kiedy mi się podoba. Chwile, które spędzamy u Ciebie w domu. Nasze łyżwy, ten dzień był niesamowity. Czułam się niesamowicie, mogąc robić z Tobą to co lubię, uśmiechać się do Ciebie i śmiać z naszych ruchów. Byliśmy wtedy razem, to jest najwspanialsze. Kolejnym moim ukochanym dniem jest dzień, kiedy zrozumiałam, że chociaż Cię zraniłam moim brakiem odzewu, to i tak nadal mnie kochałeś. Gdy do mnie przyjechałeś, chociaż byłam chora. Gdy dałeś mi miśka, zakupy w Gorzowie. Nasz wyjazd nad morze, też był niezwykły. Mogliśmy być ze sobą cały dzień, leniuchować, chodzić, być cały czas razem. Ostatnio, jak zobaczyłam Ciebie na skype, świetne uczucie. Tak po prawdzie, to każdy dzień spędzony z Tobą jest czymś, co z chęcią zapamiętuje i chowam w sercu. Ale wspomnień nie dotknę, przytulę... Jesteś moją prawdziwą miłością, przy Tobie zawsze jestem sobą, przy Tobie mogę chorować, mogę się szczerze śmiać, mogę mieć zupełny nieogar na twarzy i włosach.
Jesteś w moim sercu zawsze, chociaż potrafię się szybko na Ciebie denerwować, czasami Cię nie doceniam, albo jestem zajęta. Jesteś zawsze przy mnie, chociaż teraz mieszkam już 20 kilometrów od Ciebie. Przepraszam, za każdy raz, kiedy byłam okropna, kiedy byłam egoistką lub za dużo wymagałam. Każdy upadek, każda chwila słabości przyczyniła się do tego, że jesteśmy nadal razem. Chociaż mój tata zawsze był straszny, to jednak jesteś nadal ze mną, bo Ci na mnie zależy. Na naszej drodze na pewno jeszcze znajdą się pewne przeszkody, ale tą największą zaczęliśmy niedawno – odległość. Ta przeszkoda ukaże jak silny jest nasz związek.
Widzę nas w przyszłości. Widzę Ciebie i mnie z dwójką dzieci, chodzących po supermarkecie i robiących zakupy. Taka będzie nasza codzienność, jeśli tylko będziesz tego chciał. To z Tobą spotkam się przy kościelnym ołtarzu, z nikim innym. Z Tobą będę mieszkać, jeździć na wakacje. Będziemy wspierać siebie nawzajem w trudnych chwilach, będziemy sobie oddani, nawet bardziej niż teraz. Będziemy zawsze blisko siebie. Będziemy mieli dwójkę maluszków. Nie obchodzi mnie czy chłopców, czy dziewczynki, czy chłopca i dziewczynkę. Ważne, że te dzieci będą nasze. To z Tobą zamieszkam w naszym domu. To tam będą nas odwiedzać wnuki. Będziemy ze sobą szczęśliwi. Wierzę, że będziemy razem aż do śmierci, na dobre i złe, w zdrowiu i w chorobie, w wierności i miłości. I tak nam dopomoże Bóg i wszyscy Święci. Będę z Tobą na wieczność i o jeden dzień dłużej.

Ten ból, który odczuwam, że Ciebie nie ma obok i nie mogę Ci mówić wszystkiego na bieżąco, dobija. To boli, kiedy pomyślę, że mógłbyś chcieć być z inną dziewczyną. Straszne jest, że czasami odczuwam jakbyś miał mnie dość, że mógłbyś przestać mnie kochać. Nigdy nie przestanę Cię kochać. Pamiętaj, że dla mnie liczy się przede wszystkim Twoje szczęście. Nigdy nie zapomnę, że jesteś miłością mojego życia i niezależnie od wyzwań losu, które mogą nas rozdzielić, będziemy zawsze potrafili do siebie wrócić. Chciałabym mieć Cię na co dzień. Móc Cię przytulać, kiedy tylko będę miała ochotę. Nie musieć czekać i tęsknić.