poniedziałek, 3 lutego 2014

Masakra.

Długo się zbierałam, żeby cokolwiek tutaj napisać. Ale w końcu czara się przepełniła, czuje za dużo, a nie mam komu o tym powiedzieć tak naprawdę.
Przede wszystkim to czuje sie do dupy. Przepraszam, za wyrażenie, ale tak jest. Straciłam moją największą miłość, straciłam zapał do wszystkiego. Najchętniej to leżałabym cały dzień i bym czytała, w sumie to tak robię. Gdyby nie to, że jestem chora i muszę brać antybiotyk, to bym nie jadła, bo mi się nie chce. tak najzwyczajniej na świecie. Nie mam ochoty nawet patrzeć na ludzi. Po prostu chcę zapomnieć o smutku, bólu, stracie. Ale co mam zrobić o takiej godzinie jak teraz? 23:42.
Nie mogę spać, a gdy nie mogę spać to myślę, co zatacza krąg. Bo jak myślę, to nie śpię przecież.
A tak wiele zawaliłam. Od sylwestra zawalałam powoli wszystko, oprócz nauki. Chyba.. Byłam bez życia, bez spotkań z E. No i obecnie to się skończyło. To, w co wkładałam najwięcej serca od ponad roku, to co sprawiało mi najwięcej możliwej radości. Wszystko upadło i to moja wina. Moja wina, bo się zmieniłam, bo zaczęłam za dużo wymagać. A byłam po prostu po uszy zakochaną dziewczyną, która chciała czuć się kochana i doceniona. Ale to źle najwidoczniej.
Zawiodłam E., zawiodłam jego siostrę, pewnie zawiodłam przyjaciółkę, mamę i siebie też. Powinnam dać radę, działać bardziej w kierunku zmian. Chciałam na niego zasłużyć, chciałam być taka wspaniała jak on. Kochająca, bezinteresowna. Ale to i tak było nic, jak się okazało. To były po prostu niepotrzebne starania. A teraz daje mu odjeść. Daje mu żyć pełnią życia. Oczywiście to boli i będzie bolało. Ale kocham go i jego szczęście jest dla mnie najważniejsze. Może tego nie odczuwał i dlatego tak się stało? Może, ale postanowiłam, że dam mu spokój, niech odpocznie ode mnie, od mojego zachowania. Tak będzie dla niego lepiej, sam stwierdził, że mam odpuścić. Więc się go posłucham, wedle życzenia.



"I'm choosing to let you go"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz